czwartek, 4 lutego 2016

Recenzja Rihanna "ANTI"


Siema! Chciałem się dzisiaj z Wami podzielić moimi własnymi przemyśleniami i opinią o nowej płycie Rihanny "ANTI". Zapraszam do przeczytania :D


Minęły już ponad trzy lata od wydania ostatniej płyty barbadoski. Nigdy wcześniej Rihanna nie pozwoliła sobie na taką  przerwę pomiędzy wydawaniem albumów. Przez ostatni rok zaserwowała nam trzy nowe piosenki, które niestety nie znalazły się na albumie „ANTI”. Z tych trzech i tak tylko „Bitch Better Have my Money” stylistycznie wpasowałby się w klimat płyty. Płytę „ANTI” otwiera numer „Consideration”, który Rihanna wykonuje w duecie w SZA. Nie dziwię się, że Rihanna wybrała właśnie tę piosenkę jako pierwszą z płyty. Numer jest rytmiczny, trochę „brudny”, ale za to z chwytliwym refrenem.  Kolejna piosenka to interlude, który trwa nieco ponad minutę. „James-a Joint-a” – bo o tę piosenkę chodzi, poznaliśmy już w lipcu, kiedy Rihanna zdecydowała się udostępnić ją na swojej oficjalnej stronie internetowej. Trzeci  numer na płycie to „Kiss is better” i moim zdaniem ma zadatki na radiowo-komercyjnego hita! Rihanna powinna wydać go jako singiel, bo jest jedyną piosenką, która mogłaby wypromować album wśród ludzi, którzy na co dzień nie słuchają twórczości barbadoski. Melodia, tekst i łatwy wydźwięk sprawiają, że nie można odsłuchać tej piosenki tylko raz. Kolejny numer to pierwszy singiel z albumu – „Work” w duecie z Drake. Piosenka po pierwszym odtworzeniu wydaje się bardo dziwna i chaotyczna. Wraz z kolejnymi odtworzeniami i z porównaniem do reszty płyty, piosenka wypada całkiem dobrze! Refren jest bardzo prosty, a zwrotki również są melodyjne i sprawiają, że nie można usiedzieć w miejscu. „Desperado” to piosenka, która nadawałaby się do jakiegoś thrillera. Charakteryzuje ją tajemniczość, pewnego rodzaju niedosyt i niedoścignienie. Podobnie jak z „Work”, kiedy słucha się tej piosenki (pomimo, że jest w średnim tempie) nie można usiedzieć w miejscu. Kolejną piosenkę uważam jak na razie za najgorszą z całej płyty. W „Woo” moim zdaniem za dużo się dzieje, a refren jest za mało przekonujący i oparty na tych samych słowach. „Needed me” to chyba jedna z seksowniejszych piosenek jakie Rihanna kiedykolwiek nagrała. Po „Skin” z albumu „Loud” myślałem, że już nigdy nie usłyszymy Rihanny w takiej wersji. Warstwa tekstowo jak i muzyczna doskonale do siebie pasują i razem dają niesamowity wydźwięk! Szczególnie na uwagę zasługuje końcówka piosenki, kiedy Rihanna – zresztą jak chcecie to posłuchajcie sami :). „Yeah, I Said It” miało być chyba kontynuacją „Needed me”, zresztą bardzo dobrą kontynuacją. Jest to kolejna mega seksowna piosenka Rihanny. „Same Ol’ Mistakes” to cover Tame Impala i myślę, że Rihanna zdecydowała się na umieszczenie tej piosenki na albumie ze względu na jej tekst. „Never Ending” to prosta ballada, cos w stylu starych piosenek Rihanny. Nie ma źle, ale nie jest też wspaniale. Numer jedenasty i dwunasty na płycie, to moje dwie perełki! „Love on the Brain” i „Higher” – takich piosenek Rihanna jeszcze w swoim repertuarze nie miała! Rihanna tak moduluje tutaj swoim głosem, że w niektórych momentach ciężko poznać, czy ten fragment śpiewa ona, czy ktoś inny. Standardową edycję płyty zamyka utwór „Close to you”. Jest to bardzo dobra ballada z równie dobrą warstwą tekstową, w której pewnie wiele osób znajdzie swoja historię. Na edycji specjalnej znajdują się jeszcze trzy dodatkowe utwory. „Goodnight Gothman” to krótkie interlude, które mieliśmy okazje usłyszeć np. na rozpoczęciu koncertu na Rock in Rio. „Pose” jest jedną z tych piosenek, którą nie wiem dlaczego lubię i to bardzo lubię. Jest trochę pogmatwana i bardzo chaotyczna. Ostatnia piosenka to „Sex with me”. Przyjemna i wpadająca w ucho nuta, a to za sprawą chwytliwego i prostego refrenu. „ANTI” jest płytą, która całkowicie odbiega od tego co Rihanna robiła i co śpiewała na swoich ostatnich albumach. Nie ma na niej „łupanek” w stylu Rihanny  jak „Where have you been”, „Only girl”, czy „We found love”. Rihanna na tej płycie pokazuje swoje nowe doroślejsze i ostrzejsze oblicze. Mając porównać tę płytę do jakiejś innej wcześniej wydanej przez Rihannę, to mój wybór padłby na „Rated R”, które było mroczne i inne od wcześniejszych dokonań artystki. 

A Co Wy myślicie o nowej płycie artystki? 

2 komentarze:

  1. Super recenzja, taka fachowa :D dla mnie never ending jest najsłabsza z płyty,ale całość bardzo w moim guście!

    OdpowiedzUsuń
  2. No bardzo ciekawie i co najważniejsze dokładnie opisane. Jeszcze nigdy nie czytałam recenzji płyty, Twoja strasznie mi się spodobała, nie licząc ciągłych powtórzeń "Rihanna", bo pod koniec tekstu zaczęłam się śmiać jak czytałam! :D Jeszcze nie słyszałam żadnej piosenki z tego albumu, ale skoro "Bitch better have my money" wpasowałaby się w ten klimat to pewnie całość mi się spodoba.
    Pozdrawiam ciepło (:
    calkiemzwyczajnadziewczyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń